Szukając nowych miejsc w pobliskim lesie nawet nie zdawaliśmy sobie z Bobo sprawy co się kryje po drugiej stronie drogi. Mamy w zwyczaju wędrować na dość znanym nam obszarze. Tym razem nos Bobo zadecydował inaczej i w ten sposób znaleźliśmy na nieznanym dotąd terenie. Droga biegła trochę pod górę, idąc w górę Bobo węszył nowe zapachy, ja tymczasem spoglądałam czy porośniętej mchem ściółce nie wystaje prawdziwek czy kozak. Od kilku dni pogoda w kratkę, może teraz jak powietrze wydaje się bardziej ciepłe coś się w końcu pojawi.

Tak czy inaczej, dzisiaj nie znaleźliśmy nic. No niezupełnie nic. Droga niestety się urwała, ale dla nas to nic strasznego. Skręciliśmy w bok w las, mijaliśmy zagajniki i doły wyścielone igliwiem i mchem puszystym. W jednym z takich leśnych dołów Bobo wywęszył coś. Jego psi nos się nie mylił to była cześć czaszki. Na pierwszy rzut oka, nieduża głowa i wystające przednie zęby. To byłą z pewnością górna część lisiej czaszki. Obwąchując znalezisko Bobo miał przy tym tyle radości, że nie sposób było go od niej oderwać. Jednak nie zamierzałam jej zabierać ze sobą jako jego trofeum. Została tam gdzie jej miejsce, czyli lesie. Poszliśmy dalej, w dół, w ciemny tajemniczy las. I naszym oczom ukazał się wąwóz, w dole widoczne pozostałości po rzeczce. Po obu stronach strome ściany, z opadłymi liśćmi z drzew liściastych.

Dziki zwierz

Idąc dalej, natknęliśmy się na górę jasnego piachu, spoglądamy za, a tam jama. Bobo nie byłby sobą, gdyby nie zajrzał do niej. Na szczęście żaden dziki zwierz nie wyskoczył. Sądząc po wielkości, to byłą lisia nora. Miejmy nadzieje, że nie tego, z którego został tylko połowa czaszki 🙂 Jak na Russela przystało Bobo wykopał więcej piachu. Teraz myśląc sobie, co tam mogło siedzieć w środku i czekać na noc to dobrze, że nie zostaliśmy tam dłużej. Poszliśmy wzdłuż wąwozu, w stronę drogi. I całe szczęście, że oprócz starych, wysokich drzew, mokradeł i porastających gdzieniegdzie paproci nie wyskoczył żaden lis, chyba został jednak w swojej norze. My tymczasem wróciliśmy do domu 🙂

Znalezisko

Na pierwszy rzut oka, nieduża głowa i wystające przednie zęby. To byłą z pewnością górna część lisiej czaszki. Obwąchując znalezisko Bobo miał przy tym tyle radości, że nie sposób było go od niej oderwać. Jednak nie zamierzałam jej zabierać ze sobą jako jego trofeum. Została tam gdzie jej miejsce, czyli lesie. Poszliśmy dalej, w dół, w ciemny tajemniczy las. I naszym oczom ukazał się wąwóz, w dole widoczne pozostałości po rzeczce. Po obu stronach strome ściany, z opadłymi liśćmi z drzew liściastych. Idąc dalej, natknęliśmy się na górę jasnego piachu, spoglądamy za, a tam jama. Bobo nie byłby sobą, gdyby nie zajrzał do niej. Na szczęście żaden dziki zwierz nie wyskoczył. Sądząc po wielkości, to byłą lisia nora. Miejmy nadzieje, że nie tego, z którego został tylko połowa czaszki 🙂 Jak na Russela przystało Bobo wykopał więcej piachu.

Teraz myśląc sobie, co tam mogło siedzieć w środku i czekać na noc to dobrze, że nie zostaliśmy tam dłużej. Poszliśmy wzdłuż wąwozu, w stronę drogi. I całe szczęście, że oprócz starych, wysokich drzew, mokradeł i porastających gdzieniegdzie paproci nie wyskoczył żaden lis, chyba został jednak w swojej norze. My tymczasem wróciliśmy do domu 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>